Strona Główna
Przygarnij Mnie
Psie Sprawy
Kontakt

Wakacje z psem nad morzem

11 PAZ 2017

Foto: Psiortal

Wreszcie wymarzone wakacje nad morzem z naszymi Łobuziaczkami. Wyjechaliśmy z samego rana około godziny 7:00 a na miejsce dotarliśmy po 16:00. Podróż pomimo, że trochę przydługawa przebiegła dosyć sprawnie z kilkoma przystankami na rozprostowanie psich łapek i naszych nóg.

Foto: Psiortal

Im dalej na północ tym bardziej psuła się pogoda. Po drodze zaczęło padać, a w pewnym momencie nawet dosyć intensywnie lać. Na szczęście jak dojechaliśmy na miejsce to tylko kropiło. Zatrzymaliśmy się na Mierzei Wiślanej a konkretnie w Piaskach, na samym końcu Polski, za Krynicą Morską, przy granicy z Rosją.

Foto: Psiortal

Po zostawieniu rzeczy w naszym miejscu noclegowym szybko poszliśmy na plażę. Morze było trochę sztormowe i bardzo mocno wiało. Co prawda Pufka i Bono troszkę odlatywali uszami na wietrze, ale nie przeszkadzało im to w dobrej zabawie.

Foto: Psiortal

Cała plaża dla nas. Nie było dosłownie nikogo! Łobuziaki dla pełni bezpieczeństwa i naszego komfortu asekuracyjnie biegali na linkach dziesięciometrowych. Woleliśmy ich mieć mimo wszystko pod kontrolą. I Pufka i Bono dostali szaleju jak zobaczyli tyle piasku i tyle możliwości kopania dziur, tarzania się i biegania. Bono zamoczył łapeczki w morzu, a Pufeczka nasza księżniczka trzymała się z daleka od wody.

Foto: Psiortal

Drugi dzień zaskoczył nas słoneczną pogodą, od samego rana przyjemnie spacerowało się po plaży. Bono co kawałek robił podkopy.

Foto: Psiortal

Łobuziaczki zdecydowanie pokazały swoje dwie różne natury. Bono wolał spacerować przy wodzie, żeby co chwilę zanurzać się w morzu, a Pufeczka z daleka od wody po piasku wąchając ciekawe zapachy.

Foto: Psiortal

Tak nam się przyjemnie szło, że doszliśmy na koniec Polski do granicy z Rosją. Cały czas spacerowaliśmy oczywiście plażą, ale gdyby ktoś wolał to równolegle za wydmami biegnie też leśna ścieżka.

Foto: Psiortal

W Piaskach po sezonie letnim była otwarta tylko jedna restauracja, więc wyboru co do jedzenia nie mieliśmy żadnego. Na szczęście Four Winds okazało się miejscem przyjaznym psom i na dodatek z na prawdę prze pysznym jedzeniem, pięknie podawanym i w dobrej cenie.

Foto: Psiortal

Na plaży w słoneczne dni można było spotkać dużo innych psiaków chętnych do gonitw i zabawy :)

Foto: Psiortal

Dzień pełen zabaw i sporej ilości kilometrów w łapach i nogach - o zachodzie słońca psiaki padły zmęczone na piasku.

Foto: Psiortal

Kolejnego dnia zrobiliśmy sobie małą wycieczkę do Trójmiasta. Odwiedziliśmy Gdańsk, pospacerowaliśmy po centrum.

Foto: Psiortal

Na Westerplatte w Gdańsku spacerowało się bardzo przyjemnie. Zalesiony teren, dużo alejek spacerowych i ławeczek. Łobuziaki się "ukulturalniały" ;)

Foto: Psiortal

W Sopocie odwiedziliśmy słynne molo. Miły pan przy bramce wejściowej pozwolił nam wejść pomimo braku kagańców u naszych psiaków, które są wymagane w regulaminie.

Foto: Psiortal

W najcieplejszy dzień był plażing ;) Wiadomo, że wrześniowe słoneczko już tak nie grzeje jak w środku lata, ale na psie wakacje to idealnie. Spędziliśmy cały dzień na plaży.

Foto: Psiortal

Bono każdego dnia przemycał w futerku do domku wiaderko piasku ;) Bo co wyszedł mokry z wody to od razu się tarzał lub kopał dziury.

Foto: Psiortal

Pufcia z zawzięciem obwąchiwała wszystkie muszelki i piórka ptaków jakie tylko znalazła na plaży. Zdarzały się też gonitwy uciekającego piórka :)

Foto: Psiortal

Szczęnięca radość zdecydowanie gościła na pyszczku Bonuszka. Widać było, że bardzo mu się podoba plaża, niekończąca się piaskownica oraz morze, bo kocha pływać.

Foto: Psiortal

Pufeczka wodą zainteresowana nie była, ale już wielka piaskownica jej przypadła do gustu. Zwłaszcza bieganie i czasem gonienie mew.

Foto: Psiortal

We wcześniejszych dniach morze nie było zbyt spokojne, więc Bono tylko brodził w wodzie lub zanurzał się tylko do połowy. A dzisiaj odważył się popływać i nawet nauczył łapać fale.

Foto: Psiortal

Kolejnym ciekawem punktem plażowania były patyki... Jak wiadomo morze wyrzuca różne gałęzie itd. A Bono wynajdywał te największe, bo takie są najlepsze do gryzienia ;)

Foto: Psiortal

Kiedy brat szalał w wodzie Pufeczka delektowała się morską bryzą.

Foto: Psiortal

Ważne - na Mierzi Wiślanej roi się od dzików. Codziennie co najmniej 2-3 razy spotykaliśmy całe rodziny tych zwierząt. I to wcale nie w lesie, tylko na ulicach między domami wędrowały sobie matki z młodymi w poszukiwaniu jedzenia. Dlatego zawsze mieliśmy oczy dookoła głowa i psiaki zawsze na smyczy. Udało nam się przez cały pobyt uniknąć spotkania twarzą w twarz - zawsze jak gdzieś wypatrzyliśmy dzika to od razu w tył zwrot. Widać, że tutejsze dziki są bardziej "cywilizowane" bo uzależniły się od ludzi i jedzenia jakie dostają przede wszystkim od turystów, dlatego są spokojne i pokojowo nastawione. Niemniej warto zachować ostrożność i trzymać psy na smyczy.

Udostępnij